czwartek, 18 maja 2017

#1

I takim oto sposobem chyba zacznę wracać do swojej kolorowej normalności.

Nienawidzę przedwiośnia. I wiosny. I lata. Ciepła też. Chcę chłód.
Przedwiośnie - czas najbardziej depresyjny, zero kolorów, takie nijakie nie-wiadomo-co. Nie wiem, z jakiej racji mówi się tak o jesieni! Jesienią przynajmniej są kolory...

No dobra, marne to tłumaczenie siebie, ale naprawdę tak ze mną jest. Kiedy wszystko się "budzi", ja mam serdecznie dosyć. Ciśnienie skacze, kawa pięciokrotna nie wystarcza, nie ma jak trenować, nie ma jak zemdleć (co ze mnie za kobieta?), nic tylko marudzić, narzekać, żłopać kawę i jakoś przetrwać ten najgorszy dla mnie czas - czyli byle do jesieni.
Motywację znaleźć mi bardzo ciężko. Do wszystkiego. Przeskoki z apteki do apteki nie pomagają :) co zaklimatyzuję się w jednej - hop! Teraz Marta pracujesz tam! Ile? A kto to wie?!
Treningi odrzucone, internety odrzucone, doszkalanie na własną rękę odrzucone. Ja, praca, wiosna i ból głowy.
Aż czasem nie wierzę sama własnej matce, że urodziłam się w maju...

No, ale dosyć tego.
Dwa tygodnie temu zmobilizowałam się - jakoś - do powrotu do treningów, diety i uzupełniania wiedzy. Zabawne, ale bardzo lubię się uczyć- pod warunkiem, że nie uczestniczę w systemie edukacyjnym... :)
Tak więc - z ciśnieniem ledwo istniejącym (po pięciokrotnej kawie!), z zawrotami głowy i dusznością - wracam. Na rolkach. Po raz pierwszy od ciąży, jaka radość, mówię wam!
Wracam z lifestylem, z chęcią! Wszystko, byle uciec od wiosny! :D


Czas zacząć pokazywać siebie i to, czym żyję.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz